Wiersze

Haikuku

Pierwsza restauracja z rynku na prawo

Polecamy
We Recommend
Pierogi

***

najsłodszy miód akacjowy -
czerpany
z twoich ust

***

Zgubiony kasztan we mgle -
na wiosne
odnajduje się na nowo

***

Anioły schodzą na ziemie -
naprzeciw im stają
linie wysokiego napięcia

Haikuku

Świat zalany obrazami -
Na muniu
Haikuku

Styl Poniedziałkowy/Iluzje

Iluzje Demokracji

Opcja A
Nie opcja B
Lepsi w czytaniu felietonów na czas.
Lepsi w poczuciu europejskości.
Lepsi w działaniu na rzecz innych.

Opcja B.
Nie opcja A.
Lepsi w szermierce sportowej na czas.
Lepsi w poczuciu patriotyzmu.
Lepsi w rozwoju na rzecz siebie.

Która? Która opcja Ciebie wybierze?
Kim się urodzisz i kim zostaniesz?
Chciałbym móc znów głosować na siebie,
a nie być ciągle testem A/B.

Wiersze Pisane W Sytuacjach Wysokiego Spierdolenia

Jajko raz dziennie pomaga na stawy

Mówili, że oddychanie poprawia krążenie.
Brak, ma bardzo złe skutki zdrowotne.
Witamina C, by być odpornym na życie.
Witamina X, by móc powiedzieć D.

Wstawanie jeden raz dziennie pozwala,
raz dziennie się położyć, do łóżka.
Bieganie, z badań wynika, że zdrowe;
a tu chodzi tylko o to że
cukiernia wedlowski
za pięć się
zamyka

Chciałem się przysiąść, ale mi nie pozwolono

Dwa Stoliki, dwa krzesła, dwie osoby, zgiełk.

Ciekawy świata obok, czy można?
No właśnie, można? Pytam się.

Nie pozwala mi cham, co go kiedyś widziałem.
Mówi mi, że one się strasznie płoszą, nie chcą rozmawiać.
Kelner przechodzi - widzi Pan, stoliki tak bardziej dla osobności -
nie po to, by rozmawiać, poznawać, rozumie Pan?
Ludzie zerkają na mnie i oceniają, twierdzą, że tak nie można.
Tu przecież się siedzi, kawę się pije, rozmawia się ze znajomymi.
A ja sam w pracy siedzę, może ta też pracuje,
co ja będę przeszkadzać, płoszę się w ekrany.

Wychodząc, pytam się ciekawości czy można,
ona mówi - że trzeba.

Kiedyś jej odpowiem.

Proszę mnie zabrać z bańki

Obudziłem się kiedyś w bańce.
Może to było liceum, na ławce.
Nie to, że w bańce nie byłem.
Po prostu wtedy się w niej obudziłem.

Zobaczyłem, że są rzeczy na siłę.
Próbowałem je zmienić, wtedy miałem siłę,
ale nie miałem wiedzy, to jest mocy.
Wtedy nie wiedziałem, nie spałem tamtej nocy.

Oskarżenie nr 42

Oskarżam,
za brak odwagi do zrobienia faux pas.
Oskarżam,
za zbrodnie na sobie, hedonizm bez celu.
Oskarżam,
za bezwzględne stosowanie się do rozkazów.
Oskarżam,
za rozmowy bez celu, historie bez pointy.

Wyrok:

  • Psycholog
  • Psychiatria
  • Leki

Tako rzecze Nietsche

Nicze mi pierdoli, że mogę wszystko, jeżeli chcę.
Widzę, że rączki nieskalane, student się chwali.
My tu już od rana stawiamy siłą woli -
piramidy myśli, kamień po kamieniu.

Dekorujemy intuicje tak bliską,
każemy nie uciekać w "sytuacji zagrożenia".
Malujemy freski minionych sytuacji,
które pozwalają przewidywać nieznane.
Zbieramy środki na eksperymenty,
które wieczorami nas traumatyzują.

Proszę Pana - robota rwie,
ale proszę nie mówić,
że to na jutro.

Stoicyzm

Godzina 3:17.
Słyszę kruszenie mojej duszy narzędziem pneumatycznym.
Godzina 3:25.
Zakładam szatę i ze stoickim spokojem wychodzę na arkady.
Udaje się w kierunku dźwięków tak bliskim moim uszu, choć chciałbym, by były dalej.
Znajduję źródło, choć nie mądrości, patrząc na robotników zdejmujących kolejne warstwy ironii tej sytuacji.
I wtedy zadaję pytanie retoryczne:
"Czy was kurwa pojebało?"

Strugla / Zakalec

AKTA NIENAWIŚCI

(Akt I - narodzenie)
Niedzielni wirtuozi korków na drodze w godzinach szczytu.
Nieudacznicy drogowi; kobiety i kastraci za kółkiem.
Seryjni wypadkowicze - wyłudzacze pieniędzy z OC.
Psy i organy psupodobne, karający Cię z tym głupim uśmieszkiem.

Systemy zdalnych zamówień, które odbierają nam zdolność oceny
i te grubasy zamawiające 16 dań głównych przed Twoim przyjściem.
Kolejki do mandu, by pokazać jak bardzo czas jest "bezcenny"
i tępe kelnerki przekręcające każde słowo choćby było ze złota.

Jestem lepszy, dlaczego musicie być tacy gorsi...

(Akt II z bylemoją partnerką, by pokazać sobie, że jestem wyżej
od tych wszystkich stulejarzy, czy wyrobów męskopodobnych.
Wzywanie miłości nadaremno, bo moi przyjaciele mi służą, służą mi
ku chodzeniu na protesty, wysłuchiwania moich prawd i wywyższeń siebie.
Będziemy kurwić, będziemy jebać, wszystko wobec własnych idei
jedynych słusznych, jedynych prawdziwych, a wszystko inne to
pomylency, przerzucimy się wyzwiskami, argumenty siłowe
zostawmy tym słabszym, my tylko wrzeszczmy, bo muszą nas usłyszeć.

Kolejny akt rękoczynem w Mojej wyobraźni.
Moje rekurencyjne miejsce ubojów rytualnych.
Moje myśli są mazutem
Ja was w nim podpalam

Mój akt jest boski
Ja stworzę wam piekło
Ja będę w nim diabłem
Ja nienawidzę was

Akt
Mord
Złość
Nienawiść
Akt
Mord
Złość
Nienawiść

.
.
.
.

(akt zgonu - samobójstwo idei
zawał pod ciężarem własnego Ja)

Gra

Uczyli mnie zawsze myśleć
Dwa ruchy w przód
Planować swoje wycieczki
Liczyć na najgorsze

Narodowa choroba - neurotyzm
Receptą, chęć kontroli
w każdej porze dnia
w każdym. kawałku. chwili.

Kiedy nauczę się przewidywać wszystkie ruchy
Z nudów, rzucę się pod śmieciarkę - wywrócę planszę
W ułamku sekundy zrozumiem, że w moim horyzoncie zdarzeń
nigdy nie udało mi się wyjść poza grę

Czarny pokój (2023-07-04)

W czarnym pokoju już dawno spaliło się światło.
Drzwi zamknięte - zabarykadowane pracą i życiem codziennym.
Ostatnio jednak w salonie jest pusto, a maszyna do pisania stoi w ciszy.
W poczuciu niesamowitej pustki staję twarzą w twarz z drzwiami i naciskam klamkę.

Zaprasza. Mnie. Ciemność.

Przeszywające zimno zostawia ślady na mojej skórze, a w oczach stają łzy.
Rozsypane doświadczenia wbijają się w moje stopy kalecząc je do krwi.
Na nowo jednak poznaję każdy kant i zaułek tego pokoju.
Macam zdjęcia, figury, wspomnienia - w ręku doceniam ich wielką wagę.

Moje oczy, przyzwczajone do ciemności, zaczynają dostrzegać obrys pokoju.
Nie bez uszczerbku, potrafię w końcu rozplątywać kołtuny śmieci i zbierać odłamki szkła.
Czuję na sobie jednak ciężar, którego nie mogę unieść i wychodzę po chwili z tego miejsca.
Osuwam się bezwładnie na podłogę, a każda moja ranka miarowo krwawi na podłogę - zasypiam.

Kolejne dni mierzę centymetrami kupek kurzu i zebranego szkła.
Chyba jedyne co mnie do tego zmusza, to ta cisza mojego domu.
Strach przed samotnością.

Pewnego dnia napotykam jednak na klamkę, która otwiera kolejne drzwi.
Drzwi na ogród wypełniony nadzieją, miejsce nieznane, a tak bliskie.
Na słońce dziś spojrzę bez okularów.

Układ Słoneczny (2023-07-12)

Na moim kosmicznym katamaranie wyrzucony po walce z próżnią i zmiennymi kolejami losu.
Zawieszony gdzieś na orbicie pomiędzy marsem, a wenus.
Rozgrywa się kolejna walka między słabościami obu stron.

Słońce.
Razisz mnie. Moja skóra pęka, a woda już dawno mi się skończyła.
Żar dmie w moje żagle słoneczne, lecz nie na tyle by uciec.
W nieskończonym powolnym przyspieszeniu próbuję się łapać innych planet, by zniknąć.
Lecz siła ich przyciągania jest mierna, a Ja brzydzę się asysty grawitacyjnej.

Więc siedzę i czuję jak żar wypala mnie od środka - Ja - rozdarty na wszystkie strony.
Słońce - spójrz na mnie i ściągnij swoją siłą do siebie, bym nie musiał czuć już bólu.
Czy dotknij swoją flarą, by doświadczywszy swoich wątpliwości - mógł uciec oparzony.

Stąpałem na ziemi myśląc, że najbliżej słońca ciepło nie rani, a otula.
A teraz wbrew logice - wyrzucony na bezkresne oceany, ryzykuję tezę.

Budowniczy domów z papieru (2023-08-01)

Na stelażach origami
między ziemią a chmurami
wznosi się wieża z papieru
stworzona tymi palcami

dzielnie znosi huragany
dzielnie broni przed sztormami
mimo skaz i błędów wielu
wciąż góruje nad lasami

sięgam w końcu do bram nieba
pcham i szarpię się bezsilnie
pęka w końcu rdzeń budowli
dom z papieru? to naiwne

wiem gdzie leży już kres nieba
jakiej siły mi potrzeba
zwożę więc belki żeliwne
nie próbować? to naiwne

Szkoła Magii (2023-08-10)

Na drzwiach zawiesiłem sobie maksymę:
"Od śmierci gorzej jest nie zacząć żyć"
Spoglądam na fiolki i kolby:
Złoto, czas, i dosłownie parę najrzadszych minerałów.

(Znajdywane przypadkowo w czyichś spodniach)

Magia jest niebezpieczna.
Magia jest nieokiełznana.
Tyle razy to już robiłem.
Czemu za każdym razem się boję?
Może dlatego, bo w ciemnym labiryncie trzymamy się tej ostatniej zapałki tak kurczowo.

(Trupy zawsze zostawiały tę ostatnią zapałkę)

Pierwsza zasada to nie panikować.
Pozwolić żarowi spalić brwi i włosy.
Może wtedy zostawią w spokoju nasze oczy.
Może wtedy uda nam się ujrzeć nasze dzieło stworzenia.

(A może nie. Różnie. Na łasce złożoności.)

No cóż.
Nie ważne.
My poeci zawsze umieramy młodo.
Żyje się raz.
Umiera wiele.
Moi petit mortes.

(Raczej średniej wielkości - przypis tłumacza)

Dzisiaj złoto, albo nic.
Dzisiaj złoto, albo nic.
(Aktor A: Może jednak cierpliwości?)
DZISIAJ ZŁOTO, ALBO NIC.
(Aktor JA: Czego nie rozumiesz?)

Uwaga! Wykurwiam zaklęcie!
Aishiteru! (Tłum. sobie na pohybel)

Dysocjacja (2023-08-20)

Poczułem
jak unosi mnie morze ludzkich rąk -
bezpieczeństwo wśród nieznanych mi osób.
Wiem, że pokochają mnie za to kim jestem
i powód tej miłości będzie też moim powodem.
Szkoda tylko, że rozpuszczany z rąk do rąk
straciłem świadomość.
Kim jestem?

Spojrzenie (2023-09-02)

Widziałem Cię.
Na Lawendowej na slamie. Nie?
Widziałem Cię.
W Gyozilli przy stoliku. Nie?
Widziałem Cię.
W Drukarni przed laptopem. Nie?

To może...
Widziałem Cię w odbiciu tysięcy fragmentów zbitego zwierciadła.
Utrwalone obrazy z życia tego i tych poprzednich.
Widziałem Cię na ostatnich miejscach liczby Pi.
Zwieszałaś nogi w odmęty toni kosmosu i złożoności.
Widziałem Cię w dniu moich urodzin.
Przykładałaś mi palec do ust, znikając w rozszczepieniu światła.

Ale dzisiaj to ja jestem funkcją falową i zapadam się w sobie.
Ślepnę na przyszłość, (Twoją) przeszłość i teraźniejszość.
Strach zamienia się w smutek, smutek zamienia się w tusz.

Zakładam kaptur, zagryzam zęby - rozpływam się we mgle.

Meta
2d61007d-f3c8-4870-9939-6dab939df8d2